Historia płockiej kompanii

HISTORIA PIELGRZYMKI PŁOCKIEJ

Od samego początku kult Matki Bożej Skępskiej przejawiał się w organizowaniu pielgrzymek pokutno – błagalnych do gotyckiej figurki słynącej łaskami w Kościele Skępskim. Najliczniejsze rzesze wiernych gromadziło święto Narodzenia Maryi obchodzone co roku 8 września. Stopniowo ze wszystkich zakątków Mazowsza przybywali pielgrzymi łącząc się coraz częściej w zorganizowane grupy. Wspólnie modląc się i śpiewając pobożne pieśni pątnicy ofiarowywali Maryi swój trud połączony z intencjami zdrowia, uleczenia z nałogu, odmiany życia, czy łaskawej śmierci.

Pierwsza wzmianka o pielgrzymowaniu z Płocka do Skępego pochodzi z 1631 roku. Wtedy to członkowie bractwa św. Różańca z kościoła OO. Dominikanów zorganizowali liczną pielgrzymkę i ofiarowali wotum. Tradycja pielgrzymowania płockiego sięga więc XVII wieku. Dodać należy, iż dokumenty mówią o tylko jednej, wcześniejszej od płockiej, pielgrzymce. Odbyła się ona w 1608 roku – mieszkańcy Włocławka pielgrzymowali do Skępego celem uproszenia zatrzymania epidemii zarazy.

W 1851 roku  nieuleczalna cholera dziesiątkowała mieszkańców Płocka, a sława uzdrowień za przyczyną Matki Boskiej Skępskiej rozchodziła się szerokim kręgiem niosąc nadzieję. Modlitwy i prośby ojców miasta odniosły skutek. Wtedy to Pielgrzymi złożyli wówczas przysięgę, że każdego roku będą podążać do tego miejsca, dziękując za wycofanie się choroby i łaskę ocalenia mieszkańców Płocka.

Przed wojną

Płocczanie do Skępego pielgrzymują regularnie od 150-ciu lat, aby wziąć udział w uroczystościach odpustowych Narodzenia Najświętszej Marii Panny, które odbywają się co roku 8 września. Pielgrzymka Płocka jest pielgrzymką zaprzysiężoną.

Współczesne pielgrzymowanie do Skępego sięga swymi korzeniami czasów początku wieku i przedwojennych. Tradycyjnie pod koniec sierpnia Proboszcz Fary, przypominał, iż 6 września, po uroczystej Mszy św., wyruszy kolejna Kompania Płocka (bo tak nazywano pielgrzymkę) do Skępego.

Trasa Kompanii była ta sama, co dziś, z tą  różnicą, że drogi były piaszczyste, a rzekę Skrwę znajdującą się przed Malanowem z powodu braku mostu przechodziło się wpław bosymi stopami. Wyruszano z Płockiej Fary. Pierwszy przystanek był … dopiero w Sikorzu, gdzie wyznaczano czas na zjedzenie obiadu – jedzenia zabranego z domu. Kolejny odpoczynek to już Bożewo – trasa podzielona była na dwa etapy. Dodać należy, iż przedwojenni płocczanie nie korzystali tak często ze środków lokomocji, co człowiek końca XX wieku. Droga ta więc nie była szczególnie uciążliwa. Podobnie drugiego dnia: pierwszy etap obejmował odcinek od Bożewa do Ligowa, drugi od Ligowa do jeziora w Skępem. Potem następowało uroczyste wejście pielgrzymki do Klasztoru. Materialną stroną pielgrzymki, czyli pełną organizacją, zajmowali się ludzie świeccy. Księża, wyznaczani co roku przez proboszcza Fary, wraz z Bractwem Różańcowym prowadzili jej stronę duchową.

W najważniejszych momentach pątniczej drogi, począwszy od uroczystego wyjścia z płockiej Fary, aż do Skępego, pielgrzymom towarzyszył dźwięk zabytkowego bębna, pochodzącego z XIX wieku. Jego donośny głos nakłaniał do pochylenia głowy przed Najświętszym Sakramentem podczas codziennych Mszy św., jak również wprowadzał na miejsca odpoczynku. Uczestniczył także w procesjach: na wejście do Skępego, Płocka, czy Borku.

8 września – w dzień święta Narodzin Najświętszej Marii Panny, po uroczystej Mszy Św. odpustowej, Kompania Płocka zbierała się w Borku, by tam wspólnie się pomodlić. Odmawiano różaniec i litanię do Matki Bożej polecając w modlitwie swoje intencje. Kolejne dwa dni przeznaczone były na powrót do Płocka. Trasa powrotna prowadziła dodatkowo przez Żurawinek, gdzie pątnicy czerpali wodę z uzdrawiającego źródełka Matki Boskiej Żurawińskiej. Każdy dzień rozpoczynał się Mszą św.

Pielgrzymki przedwojenne charakteryzowały się liczną frekwencją – pielgrzymi roku 1933 zebrali się w grupę liczącą 2014 osób, dwa lata później 1998 osób, a kolejny rok – 1992. Ciekawym jest fakt, iż liczenie pątników odbywało się zawsze w Malanowie i zawsze „zapisywane” było na różańcu. Towarzyszyło temu charakterystyczne do dziś zawołanie: << …dziesięć … dziesięć … dziesięć …>> odliczane na kolejnych paciorkach.

Pielgrzymi podczas drogi żywili się zapasami wziętymi z domu. W Skępem, w czasie odpustu, można było skorzystać z posiłku sprzedawanego ze specjalnie przygotowanych w tym celu straganów.

Zaradni mieszkańcy Płocka, ale i okolicznych wiosek, rankiem, w dniu święta, rozstawiali swoje „jadłodajnie”, w których można było posilić się gorącym bigosem z kiełbasą, czy zupą. Posiłki takie serwowane były na talerzach (dziś niestety dominują naczynia i sztućce papierowe lub plastikowe). Gromadziły one pielgrzymów przy wspólnych stołach.

Z racji wielkiej liczebności pielgrzymów wszystkie procesyjne figurki, obrazy, poduszki, sztandary i chorągwie, jakie znajdowały się w Kościele Farnym, były niesione przez całą drogę do Skępego. W celu ochrony przed kaprysami wrześniowej pogody chowano je w specjalnie szyte pokrowce. Zdarzały się jednak sytuacje, kiedy ulewne deszcze zmuszały do ochrony pod okrycia na wozach. Na uwagę zasługuje fakt, iż nigdy nie brakowało ochotników do niesienia: była to ofiara, jaką pątnicy starali się zadośćuczynić za swoje grzechy oraz umartwienie ofiarowane w szczególnych intencjach.

Kompania dochodziła do jeziora skępskiego i tam przygotowywała się do uroczystego wejścia: zdejmowano wtedy okrycia ze sztandarów, chorągwi i figurek, a pątnicy przebierali się w odświętne ubrania. Tuż za jedną i bardzo liczną grupą pątników, która swą długością sięgała nawet około 1 kilometra, jechały liczne wozy drabiniaste z bagażami. Każdy z nich ciągnęły zwykle dwa konie.

Grupa pielgrzymujących osiągała naprawdę imponującą długość, ponieważ zdarzało się, iż wozów było nawet 30. Poukładane na drewnianych rusztowaniach worki, wypchane słomą, służyły jako „ławki” dla tych pielgrzymów, którzy z różnych względów nie mogli trasy pielgrzymkowej pokonywać pieszo, lub też rezerwowali sobie możliwość odpoczynku w trakcie pielgrzymowania. Takich „ławek” zwykle było pięć, a na jednej mieściły się trzy osoby, co dawało około 15 osób na każdym wozie. Miejsca na wozach były płatne. Końmi powozili zazwyczaj mieszkańcy Radziwia. Tak jest po dziś dzień: woźnicą jedynego wozu konnego pielgrzymki XX i XXI wieku jest właśnie mieszkaniec Radziwia – Andrzej Gościniak.

Wspomnieć należy, iż szczególne miejsce w pamięci starych pielgrzymów mają wozy dziecięce: przyciągały wzrok kolorowymi wstążkami, kwiatkami. Liczne zabezpieczenia powodowały, iż najmniejsze z dzieci nie mogło z takiego wozu wypaść, a przywieszone zabawki powodowały, iż droga nie była nużąca. Obok wozu szli rodzice dzieci. Najmłodsze miały około 6-7 lat. Zdarzało się również, iż na wozie jechały dzieci chore – rodzice szli prosić Chrystusową Matkę o uzdrowienia. Na samym końcu jechał jeszcze jeden wóz, który służył jako swoista „karetka pogotowia” dla tych, którzy w trakcie drogi źle się poczuli, lub też z innych względów nie mogli iść. Był też szansą dotarcia do Skępego dla najbiedniejszych pątników.

Czasów przedwojennych sięga również tradycja znaczków pielgrzymkowych. Robione ręcznie jeszcze w Płocku lub w Bożewie na noclegu i przypięte na agrafkę do ubrania wyróżniały pątników płockich spośród wielkiej liczby wierzących, którzy co roku gromadzili się w Skępem na uroczystościach. Znaczek stanowiła zwykle wstążka jednokolorowa, lub dwubarwna (biało-czerwona) z medalikiem Matki Bożej w środku. Dodatkowo Bractwo Różańcowe każdemu pątnikowi wręczało krótką wstążkę z pieczątką „Kompania Płocka”. Znaki te były symbolem pątniczej drogi i jako taki symbol zachowywano je na kolejne lata.

Przez całą drogę do Skępego, jak i w czasie drogi powrotnej, pątnicy odmawiali modlitwy oraz śpiewali pieśni, głównie „Cudowna Skępska”. Pieśń ta śpiewana jest po dziś dzień:

„Cudowna Skępska Maryjo nasza,

Tylu łaskami wsławiona

Niech pieśń ta światu cześć Twą ogłasza

Od wszystkich bądź pozdrowiona.”

Przez długie lata głównym prowadzącym śpiew pielgrzymkowy był Mieczysław Piotrowski, który w roku 1952 wsławił się odwagą niesienia zakazanego Krzyża. Nad całością modlitw i śpiewów czuwał Ksiądz-Przewodnik wraz z Bractwem Różańcowym, do którego należała prawie cała ówczesna katolicka młodzież. Utrzymanie jednolitej modlitwy stanowiło więc nie lada wyzwanie, biorąc pod uwagę tak wielką i tak rozciągniętą grupę pielgrzymów. Bractwo również rozdawało obrazki – pamiątki Kompanii.

Na pierwszy nocleg przychodziło się do Bożewa. Spanie, podobnie jak dziś zapewniali jego mieszkańcy. Za nocleg oraz ciepłą wodę uiszczało się opłatę. Czasami mieszkańcy Bożewa wcześniej uzgadniali z pielgrzymami kolację. Pątnicy spali w domach, z których wcześniej usuwano meble, a na ziemi rozkładano słomę. Spano także i w stodołach.

Kompania Płocka w szczególny sposób opiekowała się ubogimi pątnikami. Z Płocka wyruszali nierzadko jedynie w tym, w czym chodzili na co dzień, nie mając ze sobą żadnego bagażu. Tuż za miastem zdejmowali buty, by się nie zniszczyły i zakładali je dopiero przed Bożewem i potem na wejście do Skępego. Pozostałą część trasy przemierzali boso. Nie mając ze sobą żadnych zapasów jedzenia korzystali ze szczodrobliwości pielgrzymów. Spali w stodołach, dla nich też na samym końcu jechał wóz,  który oferował pomoc w trudnej drodze. Szli ofiarować Skępskiej Matuchnie swoją niedolę i prosić ją o opiekę na kolejny rok.

Zdarzało się, iż niektórzy pątnicy na czas Skępskiej drogi narzucali sobie post o chlebie i wodzie, lub dodatkowy wysiłek fizyczny, np. niosąc w podróżnej torbie kamienie. W ten sposób chcieli zadośćuczynić Bogu za grzechy, a post ofiarować w  jakiejś szczególnej intencji

Od początków Kompanii Płockich pomiędzy pielgrzymami istniała tradycja zwracania się do siebie przez całą drogę „bracie”, „siostro”. Tradycja ta istnieje po dziś dzień i wciąż jest znakiem rozpoznawalnym pielgrzymów.

I wojna światowa na kilka lat zatrzymała pielgrzymowanie. Trud pielgrzymowania podejmowały jedynie pojedyncze osoby. Ostatnim rokiem zorganizowanej Kompanii Płockiej był 1939. Później władze niemieckie nie pozwoliły tak wielkiej grupie opuszczać miasta. Pielgrzymka została wskrzeszona zaraz po wojnie, w 1945 roku. Wtedy to w czasie uroczystej procesji na wejście do Klasztoru pielgrzymi rozpierzchli się wskutek strzelaniny w lesie Skępskim. Nieoficjalne źródła podają, iż mylnie wzięto ich za grupę Niemców, a strzelali żołnierze radzieccy.